Strona Główna

AS to skrót od Antoni Sławek, bo tak właśnie się nazywam, ale też można powiedzieć, że jestem asem w rodzinie, bo wygrałem rozgrywkę zaskakując wszystkich...i to tuż po przyjściu na świat. To się nazywa mocne wejście :) Ale zacznijmy od początku. Generalnie wszystko było planowo, naturalnie, o czasie i w ogóle "książkowa ciąża mamy", na USG widoczny zadarty nosek, żadnych wad serca, ręce, nogi i to co między nimi, co świadczy, że jestem chłopcem... No sami wiecie, dorośli jesteście. No i tak sobie rosłem, rozpychałem się i w końcu postanowiłem wyjść. No bo ile można się tak bujać w ciemnościach, choć było nie powiem ciepło i miło, tylko później tak jakoś ciasno się zrobiło. No i pojawiłem się w pewien upalny sierpniowy dzień 2012r., trzy lata po swoim starszym bracie Leonie. Wtuliłem się w ciepełko mamy i tak sobie patrzyliśmy w oczy, aż padło pytanie Pani, która mnie wyciągnęła z ciasnoty na tą wielką przestrzeń: "czy synek jest podobny do starszego brata?" Aha, zorientowała się... Obejrzała sobie mnie dokładnie, pozwoliłem: "no niech się kobieta napatrzy" myślałem sobie, "bo pewnie takiego asa to jeszcze nie widziała". Widziała. Stąd od razu objawiła rodzicom moją skrywaną 9 miesięcy tajemnicę: zespół Downa. Mama przytuliła mnie jeszcze mocniej, ale nic to nie dało, zabrali mnie na jakieś wyrywkowe kontrole, badania, ogólnie nie było to przyjemne, ale mama starała się być przy mnie. I w każdej wolnej chwili mogłem podłączyć się do cycusia. Z tym podłączaniem też na początku było ciężko, bo moje mięśnie że tak nazwę "paszczowe" nie słuchały się mnie, niby jakieś obniżone napięcie mięśniowe czy coś. Potem wyszło, że dziura w sercu (a powinna być jak już w skarpecie), ale jakoś tak się dogadaliśmy, że ona sobie jest i mi stara się nie przeszkadzać w życiu. Najgorzej to jednak z uszami. W ogóle się mnie nie słuchały. Prawe było głuche na moje wołania, a lewe za leniwe...Stąd potraktowaliśmy je wzmacniaczami dźwięku. Teraz ze sprzętem (aparaty słuchowe) słyszę jak należy, choć tylko tym lewym uchem i wiadomo, że trudno mi mówić. Stąd w moim otoczeniu rosnące grono moich wielbicielek - głównie cioci o dość skomplikowanych "imionach": surdologopeda, audiolog, logopeda... Oprócz nich spotykam się jeszcze regularnie z "masażystami" - wolę tak nazywać ciocie oraz wujka, którzy ugniatają moje ciało regularnie niczym ciasto na pizze. Wiem, że to dla mojego dobra to jednak nie zawsze współpracuję, bo nie i już. Mam 3 lata, dorosły ze mnie facet, a że się chwieję na nogach, to nie moja wina - mięśnie nie chcą się słuchać (chyba się na mnie boczą tak jak i uszy), kręgosłup się krzywi, nogi koślawią. Ale walczę dzielnie. Chcecie zobaczyć jakie robię postępy? Zaglądajcie do mnie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz